music

wtorek, 9 czerwca 2015

Trochę prywaty.

Są rzeczy ważne i ważniejsze w życiu każdego. Kiedyś kompletnie tego nie zauważałam i nie mówiąc już o innych, raniłam tym przede wszystkim siebie. Nie liczyłam się z niczym, a moje plany gdzieś tam się ulatniały. Dziś staram się tak samo żyć tym co jest teraz ale różnica jest w tym, że zmieniłam się i zaczęłam w tym wszystkim myśleć, czy ja tego naprawdę chcę? Czy to mnie w jakiś sposób uszczęśliwi? Jestem odpowiedzialna za swoje czyny i niczym się nie usprawiedliwiam. Najważniejsze to żyć w zgodzie z samą sobą.
Jestem bardzo nerwową osobą, ale powoli przejmuję nad tym kontrolę. Wybaczam każdemu wszystko, nawet największą krzywdę. Nie mylę tego z tym, że większość osób, które mnie zraniły nie uczestniczą już w moim życiu, ale mam czyste serce i czuję potrzebę wybaczania.

"Bóg nie daje Ci na barki więcej niż uważa, że udźwigniesz". Co za piękne słowa. Dźwigam dużo, nawet za innych, przez których się denerwuję bo nie mogą załatwić jednej sprawy o którą ich proszę, bo nie rozumieją. Nie chwalę się tym, bo to nie powód do dumy, każdy by przecież chciał mieć wszystkiego pod dostatkiem i życie bez problemów. Ale właśnie te problemy i to ile dźwigam zrobiło ze mnie kogoś, kim teraz jestem. Człowieka nie do zdarcia, ile mogę znieść, pomóc, naprawić, zrobić. Nie jestem narcyzem, ale dumna jestem z tego kim jestem, bo znam swoje wartości i cele. Gdy znajdziecie swoje miejsce na ziemi, możecie się poczuć spełnieni.

---------
Tak w ogóle to kiedyś się uczyłam, ale zaczynam narzekać, bo przez naukę jaką mam teraz (tak, wiem że już prawie koniec roku, a tu dalej...) nie mam czasu na nic. Nawet dla siebie, a mam tyle spraw do załatwienia z wyjazdem, w ostatnim tygodniu jeszcze egzaminy zawodowe.
Za 20 dni wyjeżdżam do Włoch, wczoraj byłam w stanie powiedzieć, że nigdzie nie jadę bo mam już dość. Nasuwa się tu sprawa "ktoś załatwia coś za Ciebie", jak ja nie lubię być podporządkowana innym :) Miałam lecieć 28 czerwca, potem 1 lipca, kolejno 7. Koniec, przepadło. Miałam wyjeżdżać 26 czerwca, nie da rady, ponieważ do 28 muszę być w Polsce (sprawy zespołowe, a moich dziewczyn nie zostawię). Więc 29 czerwca, następnie 3 lipca i w końcu wyjeżdżam 29 czerwca, klamka zapadła. Nawet nie wiecie ile mnie to nerwów kosztowało, ale staram się przyjmować wszystko co los na mnie zsyła :) No a skoro tyle problemów, to mój 1,5 miesięczny wyjazd chyba będzie udany! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz